Nasz wypad do Oslo był raczej z tych mniej przemyślanych i zaplanowanych. Bilety kupiliśmy pod wpływem chwili pół roku wcześniej siedząc na lotnisku. czekaliśmy na lot powrotny do Warszawy z Islandii. Przez to, że bilety kupiliśmy z takim wyprzedzeniem, a po drodze mieliśmy jeszcze zaplanowanych dużo innych wyjazdów, to Norwegia poszła w zupełne zapomnienie. Nie sprawdziliśmy wcześniej, która część Norwegii jest najciekawsza przyrodniczo ani, co moglibyśmy fajnego robić w październikowy weekend w okolicach Oslo.

O tym, że lecimy w piątek i warto cokolwiek sprawdzić i zaplanować przypomnieliśmy sobie we wtorek. W międzyczasie znajomi zarezerwowali dla nas domek przez airbnb (bardzo komfortowy i przestronny, jak się okazało jego właścicielką była Polka). Nasze lokum było usytuowane na obrzeżach Oslo, ale zupełnie nam to nie przeszkadzało bo na lotnisku wypożyczyliśmy samochód.

Wiedzę czerpaliśmy z przeczytanych gdzieś w locie informacji na super blogu Kierunek Norwegia (polecamy bardzo!). A także z krótkiej rozmowy z koleżanką, która w Oslo mieszka już od jakiegoś czasu. Szybko zorientowaliśmy się, że w samym mieście nie ma atrakcji na aż 3 dni wyjazdu. Zebraliśmy więc kilka punktów w odległości nie większej niż 100 km od naszego mieszkania, które warto było naszym zdaniem zobaczyć. Bartek nałożył je na mapę i ułożył nam plan wyjazdu. 

Przy wyborze miejsc do odwiedzenia jak zwykle kierowaliśmy się tym, żeby były piękne widoki, żeby unikać tłumów i zobaczyć coś nietypowego. Bartka priorytetem zawsze jest skompilowanie naszej trasy tak, żeby jak najkrócej siedzieć za kierownicą.

Tak oto w 3 dni udało nam się zobaczyć trochę Norwegii w pigułce. Czyli urokliwe jeziorko, wodospad, namiastkę fiordów, miasteczko świętego Mikołaja, niesamowity wąwóz starej kopalni kobaltu, Oslo oraz norweski kraniec świata, czyli Verdens Ende. W tym wpisie znajdziecie krótki opis wszystkich atrakcji, które zobaczyliśmy podczas naszego 3-dniowego pobytu w Oslo. Co ważne wszystkie atrakcje i miejsca, które odwiedziliśmy były bezpłatne!

Dzień pierwszy pobytu w okolicach Oslo

Do Norwegii przylecieliśmy w piątek wieczorem, udało nam się właściwie tylko odebrać samochód na lotnisku i dojechać do naszego miejsca noclegowego. W sobotę wstaliśmy wcześnie rano, zrobiliśmy zakupy na cały wyjazd w okolicznym sklepie i ruszyliśmy w drogę.

Jezioro Semsvannet i wodospad w Asker

Pierwszym punktem naszej wycieczki była oddalona o jakieś 20 kilometrów od Oslo miejscowość Asker z malowniczym jeziorkiem oraz niedużym wodospadem.  Chociaż byliśmy w Norwegii w drugiej połowie października, to pogoda bardzo nam dopisała. Dlatego zdecydowaliśmy się obejść całe jeziorko dookoła. Spacer był bardzo przyjemny i z licznymi przystankami na zdjęcia, zajął nam około dwóch godzin. Po drodze mijaliśmy kilka gospodarstw, w niektórych pasły się przeurocze owieczki i konie. Wodospad w Asker może do największych nie należy, ale warto odwiedzić to miejsce podczas pobytu w Oslo. Cała okolica jest przepiękna, a w jesiennych odcieniach złota i czerwieni wyglądała naprawdę imponująco.

Kongens Utsikt i Tyrifjorden

Kongens Utsikt oraz Tyrifjorden to właśnie wspomniana wcześniej namiastka fiordów. Najlepszy punkt widokowy znajduje się na Kongens Utsikt, co dosłownie oznacza “królewski widok”. Aby do niego dotrzeć trzeba wjechać do góry mocno krętą drogą (po drodze możecie zatrzymać się na niższych punktach widokowych), na końcu której znajduje się hotel oraz duży parking. Dalej należy przejść pieszo około 2 km bardzo przyjemną ścieżką w lesie. Trasa jest bardzo dobrze oznakowana, a na jej końcu znajduje się nasz cel – taras widokowy Kongens Utsikt. Rozpościera się stamtąd zapierający dech w piersiach widok na Tyrifjorden, okoliczne góry i lasy. Jest to jedno z ładniejszych miejsc, które odwiedziliśmy w Norwegii i zdecydowanie polecamy wycieczkę tam.

Wracając do domu stanęliśmy jeszcze na chwilę w Oslo, gdzie przeszliśmy się po porcie i zjedliśmy kolację w foodtruckach.

Drugi dzień pobytu w okolicach Oslo

Drugi dzień naszego pobytu w Oslo był bardzo intensywny, udało nam się odwiedzić aż 4 zupełnie różne miejsca i łącznie przejechać ponad 200 km.

Dawna kopalnia w Spro i jaskinia

Dzień zaczęliśmy od pojechania do dawnej kopalni muskowitu oraz niesamowitej jaskini w Nordre Spro. Na miejsce dość trudno było nam trafić, kilka razy zwracaliśmy szukając małej uliczki, w którą trzeba było wjechać. W końcu udało nam zostawić samochód na niedużym parkingu tuż nad morzem i ruszyliśmy ścieżką wzdłuż dawnego kamieniołomu. Kiedyś znajdowała się tutaj prężnie działająca kopalnia. Teraz natomiast cała okolica jest raczej opuszczona. Na końcu ścieżki, która wiedzie tuż nad samą wodą znajduje się niewielka plaża, a na niej wejście do ogromnej jaskini.

Co ważne, wejście do jaskini odbywa się na własne ryzyko i może być niebezpieczne ze względu na obrywające się skały, o czym informują tabliczki na plaży. Niemniej jednak my zdecydowaliśmy się zajrzeć do środka. Już sam długi czarny tunel prowadzący do wnętrza jaskini robi niesamowite wrażenie, a środek jest jeszcze bardziej imponujący. Jaskinię można przejść w całości po ogromnych głazach i wyjść drugą stroną. Bartek przeszedł całą trasę, ja zdezerterowałam i zawróciłam z powrotem do tunelu prowadzącego na plażę. Jaskinia Spro to fajne, klimatyczne miejsce, które warto zobaczyć jak chce się zobaczyć coś nietypowego i innego od atrakcji odwiedzanych zazwyczaj.

Drobak - miasteczko Świętego Mikołaja

Drobak to malutkie miasteczko, które słynie z tego, że nazywane jest miasteczkiem Świętego Mikołaja. Znajduje się tu sortownia listów do Mikołaja i jego “dom”, który tak naprawdę jest po prostu sklepem z różnymi, ślicznymi ozdobami świątecznymi. W Drobak jest również całkiem spory port. Miasteczko samo w sobie jest bardzo przyjemne, miło błądziło się po jego uliczkach. Było to jednak chyba najmniej ciekawe miejsce, z tych które odwiedziliśmy tego dnia.

Kopalnia kobaltu Blaafarveværket

Następnie udaliśmy się do niedziałającej kopalni kobaltu niedaleko Vikersund. Już sam dojazd tam robił niesamowite wrażenie. Wąska droga w gęstym pomarańczowo-czerwonym lesie. Dojazd do kopalni jest dobrze oznakowany. Sama kopalnia podzielona jest na 2 strefy – podziemną i naziemną. Zwiedzanie strefy podziemnej odbywa się w grupach z przewodnikiem i jest płatne. Niestety godziny wycieczek podane na stronie były nieaktualne i spóźniliśmy się godzinę na ostatnią.

Na szczęście strefa naziemna kopalni jest równie imponująca – to wielki kanion, wzdłuż którego wiedzie ścieżka z kilkoma punktami widokowymi. Kanion robi niesamowite wrażenie ponieważ w całości został stworzony siłą ludzkich rąk. Kopalnia funkcjonowała tutaj od końca XVIII wieku do końca XIX. Ludność pracująca przy wydobyciu stworzyła malutkie, samowystarczalne miasteczko, którego pozostałości możemy podziwiać w kopalnianym skansenie. Bardzo żałujemy, że nie udało nam się zjechać do podziemi kopalni, ale sam kanion nas zachwycił, dodatkowego uroku dodały mu piękne jesienne kolory.

Wodospad Haugfoss

W drodze powrotnej do Oslo odwiedziliśmy ostatnią atrakcję na ten dzień – wodospad Haugfoss przy którym znajduje się stary młyn. Wodospad jest naprawdę spory, niestety na jesieni, kiedy jest niższy poziom wód, nie jest aż tak imponujący jak na wiosnę. Niemniej jednak warto zatrzymać się tu na chwilę i obejść sobie cały wodospad. Można go podziwiać zarówno od dołu jak i od góry.

Trzeci dzień pobytu w okolicach Oslo

Trzeci dzień naszego pobytu w Norwegii był zarazem i ostatnim. W pierwotnym planie mieliśmy spędzić go całego w Oslo. Szybko jednak zorientowaliśmy się, że dla nas to miasto nie ma zbyt wiele do zaoferowania i pojechaliśmy na norweski koniec świata a później już na lotnisko.

Oslo

Jak wspomnieliśmy już wcześniej, sama stolica Norwegii nie jest wyjątkowo piękna ani atrakcyjna. Pogoda też nam średnio dopisała ostatniego dnia bo padało. Do tego jeszcze parkowanie w Oslo jest kosmicznie drogie (2 godziny kosztuje ponad 150 zł).

Po przyjechaniu do centrum miasta przeszliśmy szybko przez park do niezbyt imponującego Pałacu Królewskiego. Następnie udaliśmy się do wizytówki miasta, czyli nowoczesnego budynku opery. Z jej dachu rozpościera się widok na zatokę, niestety przy dużym zachmurzeniu widoczność była bardzo słaba i nie mogliśmy się nim nacieszyć. Podobno jest to popularna miejscówka na zachody słońca. Nam jednak nie udało się tam dotrzeć o tej porze. W Oslo zobaczyliśmy jeszcze budynek, gdzie rozdawane są nagrody nobla. Kupiliśmy też kilka pamiątek (oczywiście nie może obejść się bez magnesu na lodówkę, dodatkowo Bartek zbiera koszulki z naszych wyjazdów, a Monia kolorowe skarpety). 

Atrakcją, na którą my się nie wybraliśmy ze względu na pogodę, a którą na pewno warto odwiedzić będąc w stolicy Norwegii jest skocznia Holmenkollen. Rozpościera się z niej niesamowity widok na miasto i morze.

Verdens Ende

Po niezbyt udanej wizycie w Oslo zaczęliśmy naprędce szukać jakiś ciekawych atrakcji w miarę blisko lotniska i tak też zupełnie przypadkiem trafiliśmy na Verdens Ende, czyli norweski koniec świata. To miejsce okazało się jednym z fajniejszych, które odwiedziliśmy podczas tego wyjazdu. To całkiem spora skalista “plaża” ze świetnie zachowaną latarnią morską z początku XX wieku. Surowy i dziki klimat skał dodatkowo podkreślała pogoda. Dużym plusem było też to, że byliśmy tam kompletnie sami. Samochodem można dojechać pod samo wejście na punkt widokowy. Znajduje się tam bardzo duży parking, który jest płatny w sezonie.

Wypożyczenie samochodu w Oslo

Norwegia jest bardzo uporządkowanym krajem, wszyscy przestrzegają tu ogólnych zasad. Dobrze jest o tym pamiętać, jeśli planujecie wypożyczyć samochód na wasz pobyt w Norwegii. Mandaty za przekroczenie prędkości czy złe parkowanie są bardzo wysokie. Część ograniczeń nie jest do końca dla nas zrozumiała, np. ograniczenie do 80km/h na dwupasmowej drodze, a do 70 km/h na serpentynach. Wjechanie do Oslo jest płatne, warto upewnić się przy wypożyczeniu samochodu, że ma on wykupioną możliwość wjazdu do miasta. Jak już wspominaliśmy samo parkowanie auta w stolicy do najtańszych nie należy. Warto zainstalować sobie aplikację Easy Park, ponieważ większość parkingów miejskich w Norwegii jest właśnie przez nią obsługiwana. Dzięki niej nie musimy szacować, ile czasu spędzimy na danym parkingu wrzucając pieniądze do parkometru, tylko zapłacimy za realny czas, który na nim staliśmy.

W Norwegii bardzo popularne są samochody elektryczne. Nigdy nie widzieliśmy tylu Tesli na raz. Co ciekawe, nawet pośrodku lasu, na parkingu widzieliśmy stacje do ich ładowania.

Lotnisko Sandefjord Torp - Oslo

Na koniec jeszcze jedna ważna informacja odnośnie lotniska Sandefjord Torp. Jeśli zdecydujecie się przylecieć do Norwegii jedną z dwóch najpopularniejszych tanich linii (Wizzair lub Ryanair), to wylądujecie właśnie na tym lotnisku. Chociaż ma ono w nazwie Oslo, to znajduje się ono w odległości 120 km od centrum miasta. Dlatego warto zawczasu zadbać o transport z i na lotnisko, jeśli nie planujecie wypożyczyć samochodu.

My nasz wyjazd do Norwegii wspominamy bardzo dobrze. Fajnie spędziliśmy czas, dużo chodząc i podziwiając piękną przyrodę tego kraju. Czujemy jednak niedosyt bo wiem, że okolice Oslo nie są najbardziej atrakcyjną częścią tego kraju. Planujemy kolejne wizyty w Bergen i na Lofotach.

Poniżej mapka z naszego wyjazdu:

Jeżeli podobał Wam się opis okolic Oslo, znajdźcie nas w mediach społecznościowych

Zostaw komentarz

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments